Pożar samochodu elektrycznego w garażu podziemnym. Studium przypadku

Ilość:
12,00 

Opis

Dział: STREFA INSPEKTORA

Autor: Marek Wyrozębski

Pożary samochodów elektrycznych od lat spędzają sen z powiek strażakom. Przez długi czas wydawały się prawdziwą puszką Pandory, akcjami trudnymi, długotrwałymi i wymagającymi olbrzymich sił i środków. Czy jednak zawsze musi tak być? Niniejszy artykuł omawia działania ratownicze prowadzone podczas pierwszego w Polsce pożaru auta elektrycznego w garażu podziemnym. W sytuacji nietypowej, bo według najlepszego możliwego – w wielu aspektach – scenariusza. Najważniejsze, że z wielkim powodzeniem scenariusz ten został sprawdzony w boju. Zauważmy też, że nie był to scenariusz przypadkowy, tylko uprzednio przygotowany przez ludzi.

Piątkowy wieczór, 15 sierpnia 2025 r., warszawskie Włochy. Garaż podziemny na ok. 100 pojazdów pod jednym z pięciopiętrowych budynków na osiedlu Przy Torach. Stojące od kilku dni auto elektryczne bez żadnej wyraźnej przyczyny zaczyna się palić, a płomienie stopniowo obejmują tylną część pojazdu.
Około godz. 19.53 rozpływający się po garażu dym wzbudza czujkę przeciwpożarową. Pracownicy ochrony obiektu reagują natychmiast: przyjmują zgłoszenie na centrali sygnalizacji pożarowej (CSP) i udają się na poziom –2, zgodnie ze wskazaniem na ekranie. Zaledwie minutę później, po naocznym potwierdzeniu zagrożenia, wykonują telefon na numer alarmowy 112, zgłaszając potwierdzony pożar samochodu elektrycznego i intensywne zadymienie w garażu. Nie zauważyli osób poszkodowanych.
Jeszcze w trakcie trwania tej rozmowy telefonicznej centrala przeciwpożarowa włącza alarm II stopnia i automatycznie transmituje sygnał o pożarze do Stanowiska Kierowania Komendanta Miejskiego PSP m.st. Warszawy. Niemal jednocześnie docierają tam dwa zgłoszenia: przez Centrum Powiadamiania Ratunkowego (CPR) i operatora monitoringu. Oficer dyżurny po zapoznaniu się ze zgłoszeniem dysponuje do zdarzenia siły: z najbliższej Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 6, z JRG 7 oraz Grupę Operacyjną Miasta.